niedziela, 8 października 2017

Haunted Dark Bridal: Dark 03





 – Właściwie to… – Westchnęła cicho młoda dziewczyna, siląc się na uśmiech. – Było w porządku.
            Mitsu pokiwała głową zadowolona z odpowiedzi córki. Co nieco przyszło jej ukryć przed własną matką, ale po co jeszcze bardziej ją martwić? Pewnie i tak ma dosyć problemów na głowie – w końcu trójka dzieci, w tym dwójka dojrzewających, nie jest łatwa do wychowania.
            Tak naprawdę w tej szkole nie panowała ani przyjemna, ani wroga atmosfera. Większość uczniów była, prawdę mówiąc, nijaka. Sponsorowana przez rodziców i niewiedząca, co chce robić w życiu… Część jednak, pomimo zniewalających buziaków słanych do każdego oddychającego, wydawała się zapatrzona w siebie i zimna jak płatek śniegu. Trudno się dziwić – ta prestiżowa placówka nie przyjmowała byle kogo. Albo wykazywało się jakimiś cennymi zdolnościami, albo sięgało po znajomości. Miała jedynie nadzieję, że przez konieczność przebywania ze snobami, nie stanie się taka jak oni.
            Wzięła torbę i w wygodnych kapciach 1 pomknęła po schodach do pokoju swojego i siostry.



            Uchyliła drzwi. Jej wzrok napotkał błękitno – granatowe  ściany, których wzór we fiołki tak dobrze znała. Tu nareszcie mogła być sobą.
            Uśmiechnęła się do siebie, widząc smukłe nogi blondynki w powietrzu. Machała nimi swobodnie, leżąc na brzuchu i opierając się łokciami o poduszki. Jak zawsze niedbająca o to, co ktoś może pomyśleć.
            Słysząc kroki, Kao oderwała wzrok od smartfona i odwróciła się. I, jak zwykle w dobrym humorze, zawołała:
 – Jesteś strasznie wolna! Co to za wyścig, jeśli wiesz, że przegrasz?
 – Wybacz, że nie chodzę na zajęcia sportowe tak często jak ty. – Wywróciła oczami. Ta sama śpiewka od kiedy tu przybyły. Nigdy jej się to nie znudzi.
 – Może gdybyś chociaż chodziła na nie ze mną, awansowałabyś z żółwia na bombę z opóźnionym zapłonem. – Zaśmiała się, po czym pokazała siostrze język.
 – Alboo… – Przyłożyła palec do podbródka w udawanym zamyśleniu. – Gdybym po raz pierwszy nie została wyzwana na pojedynek, tylko sama rzuciła rękawicę, być może mój los by się zmienił.
            Wzniosła dramatycznie ręce ku górze z niewinnym wzrokiem, na co współlokatorka zachichotała. Gdy Kaori już się uspokoiła, przybrała swój codzienny, pogodny wyraz twarzy.
 – Ej, Aya?
 – Hm? – Spojrzała ukradkiem do tyłu, wypakowując rzeczy z torby.
 – Mogę zaprosić kilka dziewczyn do naszego pokoju?
            Standardowo jej młodsza siostra szybko się zaaklimatyzowała i szybko znalazła sobie nowe towarzystwo. Łatwo szło jej nawiązywanie nowych relacji... ale też pakowanie się w tarapaty za sprawą swojej otwartości i naiwności.
 – Znasz zasady. Najpierw pytasz mamy, potem mnie. – Wzruszyła ramionami. Takie same reguły panowały w poprzednim domu, więc nie rozumiała, co tu jest do tłumaczenia. – Poza tym mówiłam, że ten pokój jest tak samo mój, jak i twój i że nie przeszkadza mi, jeśli zapraszasz swoich znajomych. Wystarczy powiedzieć mi wcześniej to dam ci odrobinę prywatności i skoczę na–
 – A-ale ja bym chciała, żebyś ty też ich poznała! – Wypaliła zawiedziona. Aya uniosła brwi zdziwiona, ale pozwoliła jasnowłosej kontynuować. – To dla mnie naprawdę ważne…
            W błękitnych oczach blondynki dostrzegła niemą prośbę. Aż tak jej na tym zależało? Huh, nie spodziewała się fajerwerków ze strony towarzystwa siostry, ale spróbować nie zaszkodzi.
 – Jasne – pokiwała niemrawo głową, odkładając na bok materiałową torbę. W głębi duszy miała raczej negatywne przeczucia. Ale czego nie robi się dla siostry!
 – Serio? – Podekscytowana podeszła i wzięła czarnowłosą za ręce.
 – Serio. – Odparła znacznie pewniej, odwzajemniając uścisk.
 – Jesteś najlepszą siostrą na świecie! – Krzyknęła szczęśliwa, rzucając się jej w objęcia, przez co obydwie wylądowały na środku podłogi.

***

            Cantarella zatrzepotała kilkakrotnie rzęsami, wbijając wzrok w marmurowy sufit i marszcząc brwi. Przeniosła spojrzenie na otaczające ją ściany. W niczym nie przypominały tych szkolnych – były chyba pokryte kafelkami i… wieloma drobnymi niczym pyłek wróżek świetlistymi cząsteczkami.
            Kire...
            A-ale czemu ona się nimi tak zachwyca? Prawdopodobnie zemdlała – sądząc po swoich nogach umieszczonych na leżaku wyżej niż głowa – i do tego Ayato ją porwał, czort wie dokąd! To miejsce nie przypominało nawet żadnego z pomieszczeń, w których była w domu Sakamakich.
            Przy obróceniu się lekko w bok zauważyła spory basen z całkiem ładnie prezentującym się oświetleniem. Może uznałaby te okoliczności za romantyczne, gdyby nie zawroty głowy i brak świadomości, gdzie dokładnie ją zabrano.
            Spróbowała rozmasować skronie. Niestety, nic to nie dało. Pierdolona utrata krwi miała w tym swój udział.
            Mimo wirującego dookoła świata oparła się na dłoniach i postanowiła powoli podnieść swoje ociężałe ciało w poszukiwaniu jakiejkolwiek drogi do jakże kuszącego teraz łóżka.
 – Wreszcie.
            Skrzywiła się, krzyżując pod piersiami ramiona. Musiał tutaj być? Nici z ucieczki.
 – Daj se siana. Na dzień dzisiejszy mam cię dosyć! – Odparowała. Czuła się zmęczona i śpiąca. Nie winiła go za zaspokajanie głodu, ale, do ciężkiej cholery, czy musiał ją osuszać aż do poziomu bezwładnej kukły?!
            Czerwonowłosy zmarszczył brwi i wstał z sąsiedniego leżaka, po czym zbliżył się do niej. Miał gniew wymalowany na twarzy, jednak z powodu niewielkich pokładów energii podarowała sobie ucieczkę. Nie żeby cokolwiek mogła nią zdziałać – w zamkniętej przestrzeni prędko by ją dogonił, chyba że wcześniej by się utopiła, a i to nie należało do najfajniejszej opcji.
 – Jeszcze to do ciebie nie dotarło, co? – Spojrzał na nią pogardliwie. Popatrzała na niego jednocześnie znudzona i zmęczona. Myślała, że padnie na kolana i zacznie mu lizać buty? Co to to nie.
            Gwałtownie wziął ją na ręce. Odruchowo do niego przylgnęła, by nie spaść.
            Chcesz mi zrobić karuzelę? W takim momencie?! Litości…
            Był coraz bliżej krawędzi basenu, co wywołało zapalenie się żółtej lampki w łepetynie nastolatki. On… zamierza ją wrzucić do wody?!
 – Cze-czekaj! – Wrzasnęła spanikowana. Zaczęła się szarpać, usiłując wyrwać się w jakiś sposób, lecz on tylko prychnął w odpowiedzi i wzmocnił uścisk.
 – Jesteś na łasce Ore-samy, więc przestań się czepiać wszystkiego, co robię! – Zanim zdążyła zaczepić ręką o materiał ubrania, została wyrzucona w powietrze, a następnie znalazła się pod wodą.
            Pragnąc zyskać jakąkolwiek szansę na przeżycie, wstrzymała oddech i odbiła się kozakiem od dna. Na moment wynurzyła się, próbując zaczerpnąć powietrza.
 – Ayato…! – Nie umiała pływać. Po prawdzie ojciec kiedyś starał się ją tego nauczyć, jednak na próżno. Zawsze zamiast unosić się, tonęła jak Titanic. Stąd machała teraz bezmyślnie kończynami, walcząc z chlorem w oczach i kończącym się tlenem.
 – Masz powiedzieć, że jestem numerem jeden, że jestem lepszy niż ktokolwiek inny i że do jesteś moja.
 – P-proszę! Tasukete…! – Jej głowa coraz częściej zanurzała się pod powierzchnię wody, a ona sama z kolejną sekundą traciła resztkę sił. – N-nie umiem…!
            … pływać!
            Poczuła, jak jej usta martwieją, a płuca przestają sobie radzić z napływającą do nich wodą i finalnie się poddają. Dziwne. Dotąd była zdania, że śmierć jest bolesna, a tymczasem… to tak, jakby zasypiała. Nie pamiętała nawet, kiedy został zerwany jej kontakt z rzeczywistością.

***

            Aya rozejrzała się jeszcze raz po pokoju.
            A więc… Starłam kurze z półek, wyrzuciłam śmieci i umyłam okna. To chyba wystarczy. Nie przyjeżdża przecież cesarz. – Wywróciła oczami. Jeden dzień gościny, a tyle zachodu… Ale to był jej obowiązek. Kiedy rodzice opuszczali dom, to na niej spoczywała funkcja gospodyni jako na najstarszej lokatorce, zaraz po jej mamie i tacie.
            Dobrze… Haruo śpi u syna sąsiadki i ma w razie czego opaskę na ręce z numerem telefonu domowego, gdyby potrzebował zadzwonić. Rodzice wyjechali w jakiejś pilnej sprawie, wrócą prawdopodobnie w okolicach dziewiątej rano. Kaori wyszła po prze–
 – Tadaima! – Usłyszała za sobą zachwycony głosik młodszej siostry, a później odgłos zachłyśnięcia się. Natychmiast odwróciła się z niepokojem.
 – Kao, w porządku? – Uspokoiła się, widząc euforyczną wyraz twarzy blondynki. – Zrobiłaś to wszystko w godzinę?! – Zapytała uradowana.
 – T-tak, ale nie rozumiem, o co ci chodzi. Ja po prostu… – Ukryła rumieniec za długim rękawem rozciągniętego kardiganu.
 – Ten pokój wręcz błyszczy! – Wyrzuciła z siebie salwę śmiechu, obracając się dokoła, aż nie uderzyła plecami o miękką kanapę.
            Aya znowu obiegła wzrokiem pomieszczenie. Faktycznie, jego obecny stan prezentował się stanowczo lepiej niż wcześniejszy. Nie przesadzałaby jednak z tym „błyszczeniem”, stał się przejrzystszy za sprawą skrupulatnego sprzątania i tyle.
 – Ja tak nie uważam… Ale i tak dzięki. – Odrzekła skromnie, wzruszając ramionami. – A jak ci tam poszło z zakupami?
 – A, załatwione! – Wstała z mebla, ochoczo podchodząc do drzwi. Chcesz zobaczyć?
            Dziewczyna przytaknęła i zeszły razem na dół. W kuchni znajdowało się kilka reklamówek wypchanych po brzegi żywnością.
 – Przydałoby się uciąć ci nieco budżet. – Rzuciła czarnowłosa pół żartem-pół serio. W porywach jej siostra wydawała pieniądze na zupełnie niepotrzebne rzeczy: małe lampy, dekoracje naścienne, breloczki…
 – Too nie będzie konieczne…! – Zaśmiała się odrobinę nerwowo niebieskooka. – Patrz, co kupiłam!
            Chwyciła pakunki i zaczęła po kolei wypakowywać z nich jedzenie. Wyjaśniła również Ayi, iż chciałaby przygotować dla gości ramen 2, ale z racji niewielkiego doświadczenia, byłaby niezmiernie wdzięczna za choćby najdrobniejszą pomoc. Siostra niechętnie się zgodziła i już po chwili przystąpiły do pracy.



            Kilkaset kropel potu i narzekań później kuchnię wypełnił cudowny aromat gotowanej wieprzowiny i grzybów. Co prawda na blacie pozostało pobojowisko naczyń, a do tego roiło się od różnorakich plam na panelach oraz ścianach, ale nie stanowiło to niczego niemożliwego do ogarnięcia.
            Po uprzątnięciu wszystkiego, na zmianę czatowały przy garnku wstawionym na ogień. Gdy jedna pilnowała gotującej się potrawy, druga się szykowała. Aya skończyła oporządzanie się pierwsza, zauważając ukradkową kwaśną minę Kao, która najwyraźniej nie odważyła się głośno zaprotestować ze względu na szacunek do starszej.
Dobre i to. Przynajmniej pomimo wielu różnic pomiędzy nimi dalej wzajemnie się respektowały, choć nieraz brakowało w ich relacji głębokiego zrozumienia. Nawet czarnowłosa to widziała.
Kaori opuściła łazienkę wystrojona niczym księżniczka, na co jej siostra uśmiechnęła się do siebie.
Cała Kao. Zawsze miała tendencję do ubierania się jak najładniej i wychodzenia tylko w misternie ułożonych włosach. Od dzieciństwa lubiła hasać w mamusinych butach i…
Niespodziewanie posmutniała. Dla niej Kao wciąż była dzieckiem. Nie umiała się bronić i nie wiedziała, jakie czyhają na nią niebezpieczeństwa. Patrzała na świat przez różowe okulary, co mogło ją z łatwością zniszczyć. Wystarczyło przecież maleńkie pęknięcie, by szklany zamek, w którym się zamknęła, rozbił się na tuzin drobnych kawałeczków…
Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Kao przybiegła w lilowych szpilkach na tak szybko, jak mogła, byle nie zahaczyć o dywan i nie wyglebić się prosto na ziemię.
 – Zaraaz! – Zawołała pospiesznie. Aya stała osłupiała przy gotującym się ramenie, toteż Kao westchnęła i dała szarookiej przyjacielskiego kuksańca w bok. – Ej, to może ty idź się przywitać, a ja tu na chwilę zostanę i wleję wszystko do osobnych misek ~
            Mrugnęła do siostry, pchając ją do drzwi, chociaż dziewczyna zapierała się rękami i nogami. Ostatecznie skapitulowała i chwyciła klamkę.
            Ukazała jej się grupa nastolatków, na oko czteroosobowa.
 – Huh? Chyba pomyliliśmy adresy… – Mruknęła czekoladowowłosa dziewczyna koło siedemnastki do najbardziej wysuniętego na przód chłopaka. Zareagował na to, nerwowo się śmiejąc.
 – Proszę, wejdźcie. Kaori wysłała mnie po was, jest w kuchni. – Aya otworzyła grzecznie drzwi, usiłując obdarzyć ich jak najprawdziwiej wyglądającym uśmiechem.
 – Oya, oya, oya ~
            Znam ten głos. – Zmrużyła oczy, napinając mięśnie do ataku. Spośród zebranych wyłonił się kasztanowłosy młodzieniec ze szmaragdowymi oczami, które zdawały się wwiercać w jej duszę. Kolejny raz miał ten bezczelny uśmiech na twarzy. Nabrała ochoty, by natychmiast mu go zetrzeć.
 – Co tak długo?! – Krzyknęła blondynka zza pleców Ayi, poklepując ją po ramieniu. Czarnowłosa lekko się wzdrygnęła, lecz migiem przywróciła uśmiech, żeby nie sprawić siostrze przykrości. Żeby nie sugerować w żadnym stopniu, że coś jest nie tak. – Oo, Laito! Jesteście w samą porę, zrobiłyśmy właśnie ramen!
Kao klasnęła w ręce uradowana. Emanowała wręcz światłem.
 – Nie wątpię, Kao-chan. Nie wątpię ~ – Puścił do niej oczko flirciarsko.

***

 – Tasukete!
            Myślisz, że ci okażę litość? Ha! Idiotka. – Patrzył z chłodem w oczach, jak jej głowa znika pod wodą.
Ale ona wkurzająca. Nawet pływać nie umie! Zupełnie jak…

Zgrzytnął zębami ze złości. Będzie tego żałować, uch.
Wskoczył do basenu tak, jak przed chwilą stał. Nie przeszkadzało mu ubranie. Nie żeby w ogóle mogło mu to pomóc w utonięciu. Wampiry nawet nie potrzebowały powietrza do życia. Albo raczej nie-życia.
Dziewczyna była już prawie przy samym dnie, kiedy Ayato złapał ją z delikatnością byka i wypłynął na powierzchnię. Dalej potrafił wychwycić dobiegające z jej piersi bicie serca, a więc wiąż żyła. Mógł trochę zaczekać i byłoby więcej zabawy…
Położył ją na kafelkach, samemu wspinając się i nie zawracając sobie głowy skorzystaniem z drabinki. Po co komu ona? Jeśli ktoś nie miał na tyle siły, by samodzielnie wejść na podwyższenie, to nie powinien nawet myśleć o wchodzeniu do basenu.
 – Dźgnąłbym cię czymś, ale nie mam czym. Jesteś  cholernie kłopotliwa. – Westchnął do bezwładnego ciała, po czym zaczął udzielać dziewczynie pierwszej pomocy.
Całkowicie zignorował przemoczone ciuchy i skapujące z włosów krople. Przyzwyczaił się do czucia wilgoci na skórze – wpłynęły na to lekcje wychowania fizycznego, po których jak każdy stawał się spocony, a potem leciał pod prysznic.
Tak na marginesie, to może powinien ją rozebrać? Będzie jej przecież zimno, zaziębi się biedulka i tak dalej… Bo to wcale nie tak, że chciał sprawdzić, czy pod tą przemoczoną koszulą ma coś jeszcze. Wcale. Przy tak wybitnie chudej sylwetce zarys cycków wydawał się mu fejkowy. I chętnie by go po prostu… sprawdził.
Gdy odsunął od niej usta, dziewczyna – o ironio – po wypluciu zasobów chlorowanej wody, jakby w odpowiedzi, przywaliła mu w żuchwę, a on, nie spodziewając się natarcia z jej strony, nie zdążył się odsunąć. Złapał się odruchowo za bolące miejsce. Jeszcze tego brakowało, żeby ludzki random go lał!
 – Jebana niewdzięcznico, właśnie cię uratowałem, powinnaś mi podziękować! – Wrzasnął, targając ją za fraki jak szmacianą lalkę. Wtedy dostrzegł, że jej powieki dopiero się odchylają.
            No nie wierzę… Walczysz ze mną nawet niczego nieświadoma? Kim ty jesteś, pierdolonym Brucem Lee?!
            Zrobił kwaśną minę, odstawiając ją z powrotem na podłogę niczym przedmiot. Dokładnie to puścił ją beznamiętnie, przez co jej kolana głośno uderzyły o podłogę i wywołały u niej cichy jęk.
 – Mm… – Zamrugała oczami, wbijając w niego zupełnie niewinny wzrok.
            O nie. Nie ze mną te numery. Nie upiecze ci się.
            Ostrożnie podniosła się, opierając łokcie na ziemi. Popatrzała na niego pusto. Skrzyżował ramiona zniecierpliwiony.
            Czekam na przeprosiny. I pochwałę.
 – A-Ayato… ariga… tou… – Osunęła się ciężko, padając mu prosto w ramiona. Chłopak spojrzał na nią jak wryty.
            Tak szybko? No dobra, ale zapomniałaś o przeprosinach. Dawaj.
            Przez dłuższą chwilę czekał, aż się obudzi i ukłoni się, prosząc o przebaczenie. Po dłuższej chwili zauważył jednak, iż dziewczyna kompletnie nie reaguje. Słyszał tylko jej miarowy oddech.
Musiałaś zemdleć ze zmęczenia. I jak mam cię teraz ukarać… Głupia!
 – Zero z tobą ubawu, wiesz? A~le dzisiaj mam dzień dobroci dla zwierząt. Daruję ci. Dzisiaj. – Powiedział do niej łaskawie, krzywo się uśmiechając.
… tylko dlatego, że mnie posłuchałaś i twój smak krwi jest wyjątkowy. Inaczej bym cię zabił.
Włożył dłoń pod zgięcie nóg blondynki, starając się ułożyć ją w najdogodniejszej pozycji. Była taka bezbronna… Jej wyraz twarzy sugerował jedynie błogi spokój. Mógłby ją teraz wymacać, ale po co? Bez żadnej reakcji z jej strony nie miałby z tego zbyt wiele frajdy.
Wziął ją na ręce, dokładając dłoń w okolicach pleców. W sumie trafił na przeszkodzę w postaci drzwi, aczkolwiek, jak to na łebskiego wampa przystało, pomyślał o tym wcześniej i zablokował je piłką basenową. W przeciwnym razie nikt by z tego pomieszczenia nie wyszedł – Subaru zaledwie dzisiaj rano rozwalił klamkę.
Jaki cwel! Znowu będzie trzeba korzystać z usług ślusarza i pilnować się, by nie wspomnieć o czymś nienaturalnym dla ludzi.
Odtrącił rzecz butem, po czym, zanim drzwi zdołały się zamknąć, zatrzymał je w ten sam sposób. Teraz jeszcze przejść elegancko do pokoju dziewczyny tak, by każdy zobaczył, czyja to własność, i gitara siema.
Znalazłszy się przy schodach, jego nos wyłapał znajomy zapach. I… ramen? Obrócił się, marszcząc brwi i rozdziawiając lekko buzię w stylu „co-tu-się-odwala”.
 – Laito, co ty… – Pokręcił głową, nie rozumiejąc. Jego brat raczej słynął z popierdalania w swoich typowych ubraniach przesiąkniętych wonią makaroników, nie ramenu. Urwał, zauważając na koszuli brata rozległą jasnopomarańczową plamę. Zmienił preferencje żywieniowe?
            Rudowłosy poprowadził wzrok za wzrokiem Ayato. Westchnął z teatralnym wycieńczeniem.
 – A, to? Długa historia. Myślisz, że się spierze? – Zaśmiał się krótko.
            Już miał pójść w swoją stronę, ale coś przykuło jego uwagę – mianowicie plama krwi na jego policzku. Cudza i, sądząc po woni, kobieca.
 – Byłeś na lux dziwkach czy próbowałeś kupić dziewictwo za piątaka, że cię tak pokiereszowali? – Rzucił zaczepnie, obdarzając go zwyczajowym zuchwałym uśmiechem. Skrzyżowałby ramiona zawadiacko, ale nie chciał niepotrzebnie upuszczać zdobyczy.
 – Byłem po prostu u koleżanek ~ – Odparł niby beztrosko, choć definitywnie rozmawianie na ten temat nie sprawiało mu przyjemności. Wolał się wykręcić od tłumaczeń. Spojrzał na ciemną blondynkę. – A jak ci poszło z Bitch-chan? Dalej się buntuje?
 – Poszło… – … nie wiem, ta dziewczyna to chodząca bomba zegarowa. – … zajebiście. Już w szkole ją złamałem.
            Uniósł kąciki ust, jakby ani trochę nie kłamał. Tylko cymbał okazuje słabość.
 – Ra-ny… Czyli nie zostało mi nic poza rzuceniem się w przepaść! – Jęknął przeciągliwie.
 – Nie mój problem. – Odpowiedział czerwonowłosy, kierując się w stronę pierwszego piętra. – A, Laito…
 – Hm?
 – Masz krew na policzku. Reiji nie będzie zadowolony. – Powiedział przez ramię, racząc go przelotnym spojrzeniem. Wykrzywił wargi w iście diabelskim uśmiechu, by bardziej zabłysnąć swoją spostrzegawczością. Bo zauważył to od razu. Oczywiście.
 – Rzeczywiście! Zalatywało mi krwią przez całą drogę, ale… – Starł kciukiem z policzka posokę i włożył go do ust. Przez moment ssał palec, rozkoszując się smakiem życiodajnej cieczy. – … nie wiedziałem, gdzie jest. Ne, Ayato-kun?
            Starszy zmierzał do góry i tym razem nie obrócił się do brata. Teraz to by nawet stado bawołów go nie zatrzymało.
 – Wiem, wiem. Bardzo smaczna, sam zapach jest kuszący. Ale nie skorzystam. Jestem syty. – Mruknął na odchodnym.
            Mam dostatecznie smaczną przekąskę przy sobie.
            Sama myśl o możliwości odebrania mu tej tutaj… już samo to doprowadzało go do szału. Należała do niego i tylko niego.
            I chociaż Laito urwał się dziś z domu i jej odpuścił, nie oznaczało to jego całkowitej kapitulacji. Zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego zdecydował się czujnie ją obserwować.

            Jeśli reszta jego braci dowie się o tej niesamowitej krwi, na pewno spróbują ją sobie przywłaszczyć. Nie może na to pozwolić. Nigdy. Ta krew… to jedyne, co się teraz liczy. Dzięki niej będzie najlepszy.
            Nacisnął na klamkę łokciem i wszedł do środka. Od razu uderzył go przesyt różowego: na ścianach, na pościeli, na zasłonach.
Fuj. Że też jego ofiary musiały mieszkać w tak przesłodzonym pokoju. Prawie im współczuł… Prawie.
Dzięki swoim nadnaturalnym zdolnościom doskonale widział w ciemnościach. Postanowił więc nie naciskać na przełącznik światła i podejść do łóżka, żeby opuścić do niego nastolatkę.
Niestety, kiedy miał odejść, drobna dziewczęca ręka objęła go za szyję i nie puszczała.
 – Jesteś strasznie problematyczna. – Warknął do dziewczyny, wyplątując się z jej uścisku jak wąż. Obiegł jadowicie zielonymi tęczówkami jej szarą twarz i zorientował się, jak bardzo został zlany. Ona wciąż spała. Omal nie przysolił głową w toaletkę…
            Irytowała go niemiłosiernie. Gdyby podjął się torturowania jej, może zrobiłaby się bardziej wdzięczna i uległa. Ale co to za przyjemność, jeśli cierpiąca ofiara jest przyjebana i się nie broni.
            Potarł szyję, przybierając zniesmaczoną minę. Trzeba się nią jutro zająć, inaczej jego plan spali na panewce.
            Ech. Nędzna złośnico, muszę przy tobie zostać, dopó–
 – Ayato, zejdź do salonu!
            Chłopak wymamrotał coś pod nosem, siadając na pobliskim krześle. Podparł się na łokciu, ignorując zupełnie polecenie drugiego w kolejności brata.
 – NATYCHMIAST!
            Tym razem podniósł się nabuzowany, nie przejmując się pogrążoną we śnie dziewczyną, ryknął, używając do tego wszystkich sił:
 – JUŻ IDĘ!
            Momentalnie zadrżała aż lampa u góry i musiał się schylić, aby go nie znokautowała. Mogliby toczyć bój na darcie mordy, a i tak by go wygrał. Czemu w ogóle musiał się słuchać Reijiego?! A, no tak –  k i e s z o n k o w e,  u s p r a w i e d l i w i e n i a  i  z g o d y. Psia mać. Aż żałował, że to Shuu nie jest obecnie głową rodziny. Na pewno zaoferowałby każdemu więcej luzu.
            Czemu ten Shichisan Megane musi wpadać w takiej chwili?! – Zatrzasnął za sobą drzwi z hukiem.
            Tak czy owak…


            Nie odniosę porażki, bo ta dziewczyna będzie tylko moja.
Pomoże mi, czy jej się to podoba, czy nie.
A jeśli odważy się zaprotestować,
Spotka ją kara.

Jeżeli spróbuje uciec
To własnoręcznie ją zabiję.
Ofiara z taką krwią jest dosyć cenna,
Ale przez brak pokory bez wątpienia spotka ją los ofiarnej narzeczonej.



            _______________________________________________________________________________

 Siemka!

Tak trochę umieram przez ból gardła, więc w ciągu kilku dni (w związku z nowym rozdziałem, bo wszystko staram się robić na bieżąco) uzupełnię dział z przypisami i słowniczek. Mam nadzieję, że jak na razie poradzicie sobie bez tego;;

Z góry lojalnie uprzedzam: NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA, kiedy pojawi się kolejna część, ponieważ wszystko wymaga korekty. Pocięłam co prawda sporo rozdziałów na mniejsze fragmenty,  żeby ludzie nie musieli czytać 60-stronnicowego referatu, ale jednocześnie jestem trochę zniesmaczona przez dzisiejszą 11-stronnicową długość i w sumie nie wiem, co robić... Tak źle i tak niedobrze xD Niemniej, oby Wam się lepiej czytało, mnie to tam wsio - po prostu sama jestem przyzwyczajona do optymalnych 30 stron (prawdopodobnie przez lektury) i trochę mi dziwnie ^^" Pamiętajcie o możliwości zgłaszania sugestii, bardzo mi to pomoże!

Poza tym szykuje się mały specjał, zatem musicie mi wybaczyć wszelkie opóźnienia. Trzymam kciuki, by zarówno ten rozdział, jak i nadchodzący bonus Wam się spodobał ♥

Red Queen