– Właściwie to… –
Westchnęła cicho młoda dziewczyna, siląc się na uśmiech. – Było w porządku.
Mitsu
pokiwała głową zadowolona z odpowiedzi córki. Co nieco przyszło jej ukryć przed
własną matką, ale po co jeszcze bardziej ją martwić? Pewnie i tak ma dosyć
problemów na głowie – w końcu trójka dzieci, w tym dwójka dojrzewających, nie
jest łatwa do wychowania.
Tak naprawdę
w tej szkole nie panowała ani przyjemna, ani wroga atmosfera. Większość uczniów
była, prawdę mówiąc, nijaka. Sponsorowana przez rodziców i niewiedząca, co chce
robić w życiu… Część jednak, pomimo zniewalających buziaków słanych do każdego
oddychającego, wydawała się zapatrzona w siebie i zimna jak płatek śniegu.
Trudno się dziwić – ta prestiżowa placówka nie przyjmowała byle kogo. Albo
wykazywało się jakimiś cennymi zdolnościami, albo sięgało po znajomości. Miała
jedynie nadzieję, że przez konieczność przebywania ze snobami, nie stanie się
taka jak oni.
Wzięła torbę
i w wygodnych kapciach 1 pomknęła po schodach do pokoju swojego i
siostry.
Uchyliła
drzwi. Jej wzrok napotkał błękitno – granatowe
ściany, których wzór we fiołki tak dobrze znała. Tu nareszcie mogła być
sobą.
Uśmiechnęła
się do siebie, widząc smukłe nogi blondynki w powietrzu. Machała nimi
swobodnie, leżąc na brzuchu i opierając się łokciami o poduszki. Jak zawsze
niedbająca o to, co ktoś może pomyśleć.
Słysząc
kroki, Kao oderwała wzrok od smartfona i odwróciła się. I, jak zwykle w dobrym
humorze, zawołała:
– Jesteś strasznie
wolna! Co to za wyścig, jeśli wiesz, że przegrasz?
– Wybacz, że nie
chodzę na zajęcia sportowe tak często jak ty. – Wywróciła oczami. Ta sama śpiewka
od kiedy tu przybyły. Nigdy jej się to nie znudzi.
– Może gdybyś chociaż
chodziła na nie ze mną, awansowałabyś z żółwia na bombę z opóźnionym zapłonem. –
Zaśmiała się, po czym pokazała siostrze język.
– Alboo… – Przyłożyła
palec do podbródka w udawanym zamyśleniu. – Gdybym po raz pierwszy nie została
wyzwana na pojedynek, tylko sama rzuciła rękawicę, być może mój los by się
zmienił.
Wzniosła
dramatycznie ręce ku górze z niewinnym wzrokiem, na co współlokatorka
zachichotała. Gdy Kaori już się uspokoiła, przybrała swój codzienny, pogodny
wyraz twarzy.
– Ej, Aya?
– Hm? – Spojrzała
ukradkiem do tyłu, wypakowując rzeczy z torby.
– Mogę zaprosić kilka
dziewczyn do naszego pokoju?
Standardowo
jej młodsza siostra szybko się zaaklimatyzowała i szybko znalazła sobie nowe
towarzystwo. Łatwo szło jej nawiązywanie nowych relacji... ale też pakowanie
się w tarapaty za sprawą swojej otwartości i naiwności.
– Znasz zasady.
Najpierw pytasz mamy, potem mnie. – Wzruszyła ramionami. Takie same reguły
panowały w poprzednim domu, więc nie rozumiała, co tu jest do tłumaczenia. –
Poza tym mówiłam, że ten pokój jest tak samo mój, jak i twój i że nie
przeszkadza mi, jeśli zapraszasz swoich znajomych. Wystarczy powiedzieć mi
wcześniej to dam ci odrobinę prywatności i skoczę na–
– A-ale ja bym
chciała, żebyś ty też ich poznała! – Wypaliła zawiedziona. Aya uniosła brwi
zdziwiona, ale pozwoliła jasnowłosej kontynuować. – To dla mnie naprawdę ważne…
W błękitnych
oczach blondynki dostrzegła niemą prośbę. Aż tak jej na tym zależało? Huh, nie
spodziewała się fajerwerków ze strony towarzystwa siostry, ale spróbować nie
zaszkodzi.
– Jasne – pokiwała
niemrawo głową, odkładając na bok materiałową torbę. W głębi duszy miała raczej
negatywne przeczucia. Ale czego nie robi się dla siostry!
– Serio? –
Podekscytowana podeszła i wzięła czarnowłosą za ręce.
– Serio. – Odparła
znacznie pewniej, odwzajemniając uścisk.
– Jesteś najlepszą
siostrą na świecie! – Krzyknęła szczęśliwa, rzucając się jej w objęcia, przez
co obydwie wylądowały na środku podłogi.
***
Cantarella
zatrzepotała kilkakrotnie rzęsami, wbijając wzrok w marmurowy sufit i marszcząc
brwi. Przeniosła spojrzenie na otaczające ją ściany. W niczym nie przypominały
tych szkolnych – były chyba pokryte kafelkami i… wieloma drobnymi niczym pyłek
wróżek świetlistymi cząsteczkami.
Kire...
A-ale czemu
ona się nimi tak zachwyca? Prawdopodobnie zemdlała – sądząc po swoich nogach
umieszczonych na leżaku wyżej niż głowa – i do tego Ayato ją porwał, czort wie
dokąd! To miejsce nie przypominało nawet żadnego z pomieszczeń, w których była
w domu Sakamakich.
Przy obróceniu się lekko w bok
zauważyła spory basen z całkiem ładnie prezentującym się oświetleniem. Może
uznałaby te okoliczności za romantyczne, gdyby nie zawroty głowy i brak
świadomości, gdzie dokładnie ją zabrano.
Spróbowała
rozmasować skronie. Niestety, nic to nie dało. Pierdolona utrata krwi miała w
tym swój udział.
Mimo
wirującego dookoła świata oparła się na dłoniach i postanowiła powoli podnieść
swoje ociężałe ciało w poszukiwaniu jakiejkolwiek drogi do jakże kuszącego
teraz łóżka.
– Wreszcie.
Skrzywiła
się, krzyżując pod piersiami ramiona. Musiał tutaj być? Nici z ucieczki.
– Daj se siana. Na
dzień dzisiejszy mam cię dosyć! – Odparowała. Czuła się zmęczona i śpiąca. Nie
winiła go za zaspokajanie głodu, ale, do ciężkiej cholery, czy musiał ją
osuszać aż do poziomu bezwładnej kukły?!
Czerwonowłosy
zmarszczył brwi i wstał z sąsiedniego leżaka, po czym zbliżył się do niej. Miał
gniew wymalowany na twarzy, jednak z powodu niewielkich pokładów energii
podarowała sobie ucieczkę. Nie żeby cokolwiek mogła nią zdziałać – w zamkniętej
przestrzeni prędko by ją dogonił, chyba że wcześniej by się utopiła, a i to nie
należało do najfajniejszej opcji.
– Jeszcze to do ciebie
nie dotarło, co? – Spojrzał na nią pogardliwie. Popatrzała na niego
jednocześnie znudzona i zmęczona. Myślała, że padnie na kolana i zacznie mu
lizać buty? Co to to nie.
Gwałtownie
wziął ją na ręce. Odruchowo do niego przylgnęła, by nie spaść.
Chcesz mi zrobić karuzelę? W takim
momencie?! Litości…
Był coraz
bliżej krawędzi basenu, co wywołało zapalenie się żółtej lampki w łepetynie
nastolatki. On… zamierza ją wrzucić do wody?!
– Cze-czekaj! –
Wrzasnęła spanikowana. Zaczęła się szarpać, usiłując wyrwać się w jakiś sposób,
lecz on tylko prychnął w odpowiedzi i wzmocnił uścisk.
– Jesteś na łasce
Ore-samy, więc przestań się czepiać wszystkiego, co robię! – Zanim zdążyła
zaczepić ręką o materiał ubrania, została wyrzucona w powietrze, a następnie
znalazła się pod wodą.
Pragnąc
zyskać jakąkolwiek szansę na przeżycie, wstrzymała oddech i odbiła się kozakiem
od dna. Na moment wynurzyła się, próbując zaczerpnąć powietrza.
– Ayato…! – Nie umiała
pływać. Po prawdzie ojciec kiedyś starał się ją tego nauczyć, jednak na próżno.
Zawsze zamiast unosić się, tonęła jak Titanic. Stąd machała teraz bezmyślnie
kończynami, walcząc z chlorem w oczach i kończącym się tlenem.
– Masz powiedzieć, że
jestem numerem jeden, że jestem lepszy niż ktokolwiek inny i że do jesteś moja.
– P-proszę! Tasukete…!
– Jej głowa coraz częściej zanurzała się pod powierzchnię wody, a ona sama z
kolejną sekundą traciła resztkę sił. – N-nie umiem…!
… pływać!
Poczuła, jak
jej usta martwieją, a płuca przestają sobie radzić z napływającą do nich wodą i
finalnie się poddają. Dziwne. Dotąd była zdania, że śmierć jest bolesna, a
tymczasem… to tak, jakby zasypiała. Nie pamiętała nawet, kiedy został zerwany
jej kontakt z rzeczywistością.
***
Aya
rozejrzała się jeszcze raz po pokoju.
A więc… Starłam kurze z półek, wyrzuciłam
śmieci i umyłam okna. To chyba wystarczy. Nie przyjeżdża przecież cesarz. –
Wywróciła oczami. Jeden dzień gościny, a tyle zachodu… Ale to był jej
obowiązek. Kiedy rodzice opuszczali dom, to na niej spoczywała funkcja
gospodyni jako na najstarszej lokatorce, zaraz po jej mamie i tacie.
Dobrze… Haruo śpi u syna sąsiadki i ma w
razie czego opaskę na ręce z numerem telefonu domowego, gdyby potrzebował
zadzwonić. Rodzice wyjechali w jakiejś pilnej sprawie, wrócą prawdopodobnie w
okolicach dziewiątej rano. Kaori wyszła po prze–
– Tadaima! – Usłyszała
za sobą zachwycony głosik młodszej siostry, a później odgłos zachłyśnięcia się.
Natychmiast odwróciła się z niepokojem.
– Kao, w porządku? –
Uspokoiła się, widząc euforyczną wyraz twarzy blondynki. – Zrobiłaś to wszystko
w godzinę?! – Zapytała uradowana.
– T-tak, ale nie
rozumiem, o co ci chodzi. Ja po prostu… – Ukryła rumieniec za długim rękawem
rozciągniętego kardiganu.
– Ten pokój wręcz
błyszczy! – Wyrzuciła z siebie salwę śmiechu, obracając się dokoła, aż nie
uderzyła plecami o miękką kanapę.
Aya znowu
obiegła wzrokiem pomieszczenie. Faktycznie, jego obecny stan prezentował się
stanowczo lepiej niż wcześniejszy. Nie przesadzałaby jednak z tym
„błyszczeniem”, stał się przejrzystszy za sprawą skrupulatnego sprzątania i
tyle.
– Ja tak nie uważam…
Ale i tak dzięki. – Odrzekła skromnie, wzruszając ramionami. – A jak ci tam
poszło z zakupami?
– A, załatwione! –
Wstała z mebla, ochoczo podchodząc do drzwi. Chcesz zobaczyć?
Dziewczyna
przytaknęła i zeszły razem na dół. W kuchni znajdowało się kilka reklamówek
wypchanych po brzegi żywnością.
– Przydałoby się uciąć
ci nieco budżet. – Rzuciła czarnowłosa pół żartem-pół serio. W porywach jej
siostra wydawała pieniądze na zupełnie niepotrzebne rzeczy: małe lampy,
dekoracje naścienne, breloczki…
– Too nie będzie
konieczne…! – Zaśmiała się odrobinę nerwowo niebieskooka. – Patrz, co kupiłam!
Chwyciła
pakunki i zaczęła po kolei wypakowywać z nich jedzenie. Wyjaśniła również Ayi,
iż chciałaby przygotować dla gości ramen 2, ale z racji niewielkiego
doświadczenia, byłaby niezmiernie wdzięczna za choćby najdrobniejszą pomoc.
Siostra niechętnie się zgodziła i już po chwili przystąpiły do pracy.
Kilkaset
kropel potu i narzekań później kuchnię wypełnił cudowny aromat gotowanej
wieprzowiny i grzybów. Co prawda na blacie pozostało pobojowisko naczyń, a do
tego roiło się od różnorakich plam na panelach oraz ścianach, ale nie stanowiło
to niczego niemożliwego do ogarnięcia.
Po
uprzątnięciu wszystkiego, na zmianę czatowały przy garnku wstawionym na ogień.
Gdy jedna pilnowała gotującej się potrawy, druga się szykowała. Aya skończyła
oporządzanie się pierwsza, zauważając ukradkową kwaśną minę Kao, która
najwyraźniej nie odważyła się głośno zaprotestować ze względu na szacunek do
starszej.
Dobre i to. Przynajmniej pomimo wielu
różnic pomiędzy nimi dalej wzajemnie się respektowały, choć nieraz brakowało w
ich relacji głębokiego zrozumienia. Nawet czarnowłosa to widziała.
Kaori opuściła łazienkę wystrojona
niczym księżniczka, na co jej siostra uśmiechnęła się do siebie.
Cała Kao. Zawsze miała tendencję do ubierania się jak najładniej i
wychodzenia tylko w misternie ułożonych włosach. Od dzieciństwa lubiła hasać w
mamusinych butach i…
Niespodziewanie posmutniała. Dla niej
Kao wciąż była dzieckiem. Nie umiała się bronić i nie wiedziała, jakie czyhają
na nią niebezpieczeństwa. Patrzała na świat przez różowe okulary, co mogło ją z
łatwością zniszczyć. Wystarczyło przecież maleńkie pęknięcie, by szklany zamek,
w którym się zamknęła, rozbił się na tuzin drobnych kawałeczków…
Jej rozmyślania przerwał dzwonek do
drzwi. Kao przybiegła w lilowych szpilkach na tak szybko, jak mogła, byle nie
zahaczyć o dywan i nie wyglebić się prosto na ziemię.
– Zaraaz! – Zawołała
pospiesznie. Aya stała osłupiała przy gotującym się ramenie, toteż Kao
westchnęła i dała szarookiej przyjacielskiego kuksańca w bok. – Ej, to może ty
idź się przywitać, a ja tu na chwilę zostanę i wleję wszystko do osobnych misek
~
Mrugnęła do
siostry, pchając ją do drzwi, chociaż dziewczyna zapierała się rękami i nogami.
Ostatecznie skapitulowała i chwyciła klamkę.
Ukazała jej
się grupa nastolatków, na oko czteroosobowa.
– Huh? Chyba
pomyliliśmy adresy… – Mruknęła czekoladowowłosa dziewczyna koło siedemnastki do
najbardziej wysuniętego na przód chłopaka. Zareagował na to, nerwowo się
śmiejąc.
– Proszę, wejdźcie.
Kaori wysłała mnie po was, jest w kuchni. – Aya otworzyła grzecznie drzwi,
usiłując obdarzyć ich jak najprawdziwiej wyglądającym uśmiechem.
– Oya, oya, oya ~
Znam ten głos. – Zmrużyła oczy,
napinając mięśnie do ataku. Spośród zebranych wyłonił się kasztanowłosy
młodzieniec ze szmaragdowymi oczami, które zdawały się wwiercać w jej duszę.
Kolejny raz miał ten bezczelny uśmiech na twarzy. Nabrała ochoty, by
natychmiast mu go zetrzeć.
– Co tak długo?! –
Krzyknęła blondynka zza pleców Ayi, poklepując ją po ramieniu. Czarnowłosa
lekko się wzdrygnęła, lecz migiem przywróciła uśmiech, żeby nie sprawić
siostrze przykrości. Żeby nie sugerować w żadnym stopniu, że coś jest nie tak. – Oo, Laito! Jesteście
w samą porę, zrobiłyśmy właśnie ramen!
Kao klasnęła w ręce uradowana.
Emanowała wręcz światłem.
– Nie wątpię,
Kao-chan. Nie wątpię ~ – Puścił do niej oczko flirciarsko.
***
– Tasukete!
Myślisz, że ci okażę litość? Ha! Idiotka. – Patrzył
z chłodem w oczach, jak jej głowa znika pod wodą.
Zgrzytnął zębami ze złości. Będzie
tego żałować, uch.
Wskoczył do basenu tak, jak przed
chwilą stał. Nie przeszkadzało mu ubranie. Nie żeby w ogóle mogło mu to pomóc w
utonięciu. Wampiry nawet nie potrzebowały powietrza do życia. Albo raczej
nie-życia.
Dziewczyna była już prawie przy samym
dnie, kiedy Ayato złapał ją z delikatnością byka i wypłynął na powierzchnię.
Dalej potrafił wychwycić dobiegające z jej piersi bicie serca, a więc wiąż
żyła. Mógł trochę zaczekać i byłoby więcej zabawy…
Położył ją na kafelkach, samemu
wspinając się i nie zawracając sobie głowy skorzystaniem z drabinki. Po co komu
ona? Jeśli ktoś nie miał na tyle siły, by samodzielnie wejść na podwyższenie,
to nie powinien nawet myśleć o wchodzeniu do basenu.
– Dźgnąłbym cię czymś,
ale nie mam czym. Jesteś cholernie
kłopotliwa. – Westchnął do bezwładnego ciała, po czym zaczął udzielać
dziewczynie pierwszej pomocy.
Całkowicie zignorował przemoczone
ciuchy i skapujące z włosów krople. Przyzwyczaił się do czucia wilgoci na
skórze – wpłynęły na to lekcje wychowania fizycznego, po których jak każdy
stawał się spocony, a potem leciał pod prysznic.
Tak na marginesie, to może powinien
ją rozebrać? Będzie jej przecież zimno, zaziębi się biedulka i tak dalej… Bo to
wcale nie tak, że chciał sprawdzić, czy pod tą przemoczoną koszulą ma coś
jeszcze. Wcale. Przy tak wybitnie chudej sylwetce zarys cycków wydawał się mu
fejkowy. I chętnie by go po prostu… sprawdził.
Gdy odsunął od niej usta, dziewczyna –
o ironio – po wypluciu zasobów chlorowanej wody, jakby w odpowiedzi, przywaliła
mu w żuchwę, a on, nie spodziewając się natarcia z jej strony, nie zdążył się
odsunąć. Złapał się odruchowo za bolące miejsce. Jeszcze tego brakowało, żeby
ludzki random go lał!
– Jebana
niewdzięcznico, właśnie cię uratowałem, powinnaś mi podziękować! – Wrzasnął,
targając ją za fraki jak szmacianą lalkę. Wtedy dostrzegł, że jej powieki
dopiero się odchylają.
No nie wierzę… Walczysz ze mną nawet niczego
nieświadoma? Kim ty jesteś, pierdolonym Brucem Lee?!
Zrobił
kwaśną minę, odstawiając ją z powrotem na podłogę niczym przedmiot. Dokładnie
to puścił ją beznamiętnie, przez co jej kolana głośno uderzyły o podłogę i
wywołały u niej cichy jęk.
– Mm… – Zamrugała
oczami, wbijając w niego zupełnie niewinny wzrok.
O nie. Nie ze mną te numery. Nie upiecze ci
się.
Ostrożnie
podniosła się, opierając łokcie na ziemi. Popatrzała na niego pusto. Skrzyżował
ramiona zniecierpliwiony.
Czekam na przeprosiny. I pochwałę.
– A-Ayato… ariga… tou…
– Osunęła się ciężko, padając mu prosto w ramiona. Chłopak spojrzał na nią jak
wryty.
Tak szybko? No dobra, ale zapomniałaś o
przeprosinach. Dawaj.
Przez
dłuższą chwilę czekał, aż się obudzi i ukłoni się, prosząc o przebaczenie. Po
dłuższej chwili zauważył jednak, iż dziewczyna kompletnie nie reaguje. Słyszał
tylko jej miarowy oddech.
Musiałaś zemdleć ze zmęczenia. I jak mam cię teraz ukarać… Głupia!
– Zero z tobą ubawu,
wiesz? A~le dzisiaj mam dzień dobroci dla zwierząt. Daruję ci. Dzisiaj. –
Powiedział do niej łaskawie, krzywo się uśmiechając.
… tylko dlatego, że mnie posłuchałaś i twój smak krwi jest wyjątkowy.
Inaczej bym cię zabił.
Włożył dłoń pod zgięcie nóg
blondynki, starając się ułożyć ją w najdogodniejszej pozycji. Była taka
bezbronna… Jej wyraz twarzy sugerował jedynie błogi spokój. Mógłby ją teraz
wymacać, ale po co? Bez żadnej reakcji z jej strony nie miałby z tego zbyt
wiele frajdy.
Wziął ją na ręce, dokładając dłoń w okolicach
pleców. W sumie trafił na przeszkodzę w postaci drzwi, aczkolwiek, jak to na
łebskiego wampa przystało, pomyślał o tym wcześniej i zablokował je piłką
basenową. W przeciwnym razie nikt by z tego pomieszczenia nie wyszedł – Subaru
zaledwie dzisiaj rano rozwalił klamkę.
Jaki cwel! Znowu będzie trzeba
korzystać z usług ślusarza i pilnować się, by nie wspomnieć o czymś
nienaturalnym dla ludzi.
Odtrącił rzecz butem, po czym, zanim
drzwi zdołały się zamknąć, zatrzymał je w ten sam sposób. Teraz jeszcze przejść
elegancko do pokoju dziewczyny tak, by każdy zobaczył, czyja to własność, i
gitara siema.
Znalazłszy się przy schodach, jego
nos wyłapał znajomy zapach. I… ramen? Obrócił się, marszcząc brwi i
rozdziawiając lekko buzię w stylu „co-tu-się-odwala”.
– Laito, co ty… –
Pokręcił głową, nie rozumiejąc. Jego brat raczej słynął z popierdalania w
swoich typowych ubraniach przesiąkniętych wonią makaroników, nie ramenu. Urwał,
zauważając na koszuli brata rozległą jasnopomarańczową plamę. Zmienił
preferencje żywieniowe?
Rudowłosy
poprowadził wzrok za wzrokiem Ayato. Westchnął z teatralnym wycieńczeniem.
– A, to? Długa
historia. Myślisz, że się spierze? – Zaśmiał się krótko.
Już miał
pójść w swoją stronę, ale coś przykuło jego uwagę – mianowicie plama krwi na
jego policzku. Cudza i, sądząc po woni, kobieca.
– Byłeś na lux
dziwkach czy próbowałeś kupić dziewictwo za piątaka, że cię tak pokiereszowali?
– Rzucił zaczepnie, obdarzając go zwyczajowym zuchwałym uśmiechem. Skrzyżowałby
ramiona zawadiacko, ale nie chciał niepotrzebnie upuszczać zdobyczy.
– Byłem po prostu u
koleżanek ~ – Odparł niby beztrosko, choć definitywnie rozmawianie na ten temat
nie sprawiało mu przyjemności. Wolał się wykręcić od tłumaczeń. Spojrzał na
ciemną blondynkę. – A jak ci poszło z Bitch-chan? Dalej się buntuje?
– Poszło… – … nie wiem, ta dziewczyna to chodząca bomba
zegarowa. – … zajebiście. Już w szkole ją złamałem.
Uniósł
kąciki ust, jakby ani trochę nie kłamał. Tylko cymbał okazuje słabość.
– Ra-ny… Czyli nie
zostało mi nic poza rzuceniem się w przepaść! – Jęknął przeciągliwie.
– Nie mój problem. –
Odpowiedział czerwonowłosy, kierując się w stronę pierwszego piętra. – A,
Laito…
– Hm?
– Masz krew na
policzku. Reiji nie będzie zadowolony. – Powiedział przez ramię, racząc go
przelotnym spojrzeniem. Wykrzywił wargi w iście diabelskim uśmiechu, by
bardziej zabłysnąć swoją spostrzegawczością. Bo zauważył to od razu.
Oczywiście.
– Rzeczywiście!
Zalatywało mi krwią przez całą drogę, ale… – Starł kciukiem z policzka posokę i
włożył go do ust. Przez moment ssał palec, rozkoszując się smakiem życiodajnej
cieczy. – … nie wiedziałem, gdzie jest. Ne, Ayato-kun?
Starszy
zmierzał do góry i tym razem nie obrócił się do brata. Teraz to by nawet stado
bawołów go nie zatrzymało.
– Wiem, wiem. Bardzo
smaczna, sam zapach jest kuszący. Ale nie skorzystam. Jestem syty. – Mruknął na
odchodnym.
Mam dostatecznie smaczną przekąskę przy
sobie.
Sama myśl o
możliwości odebrania mu tej tutaj… już samo to doprowadzało go do szału. Należała
do niego i tylko niego.
I chociaż
Laito urwał się dziś z domu i jej odpuścił, nie oznaczało to jego całkowitej
kapitulacji. Zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego zdecydował się czujnie ją
obserwować.
Jeśli reszta
jego braci dowie się o tej niesamowitej krwi, na pewno spróbują ją sobie
przywłaszczyć. Nie może na to pozwolić. Nigdy.
Ta krew… to jedyne, co się teraz liczy. Dzięki niej będzie najlepszy.
Nacisnął na
klamkę łokciem i wszedł do środka. Od razu uderzył go przesyt różowego: na
ścianach, na pościeli, na zasłonach.
Fuj. Że też jego ofiary musiały
mieszkać w tak przesłodzonym pokoju. Prawie im współczuł… Prawie.
Dzięki swoim nadnaturalnym
zdolnościom doskonale widział w ciemnościach. Postanowił więc nie naciskać na
przełącznik światła i podejść do łóżka, żeby opuścić do niego nastolatkę.
Niestety, kiedy miał odejść, drobna
dziewczęca ręka objęła go za szyję i nie puszczała.
– Jesteś strasznie
problematyczna. – Warknął do dziewczyny, wyplątując się z jej uścisku jak wąż.
Obiegł jadowicie zielonymi tęczówkami jej szarą twarz i zorientował się, jak
bardzo został zlany. Ona wciąż
spała. Omal nie przysolił głową w toaletkę…
Irytowała go
niemiłosiernie. Gdyby podjął się torturowania jej, może zrobiłaby się bardziej
wdzięczna i uległa. Ale co to za przyjemność, jeśli cierpiąca ofiara jest
przyjebana i się nie broni.
Potarł
szyję, przybierając zniesmaczoną minę. Trzeba się nią jutro zająć, inaczej jego
plan spali na panewce.
Ech. Nędzna złośnico, muszę przy tobie
zostać, dopó–
– Ayato, zejdź do
salonu!
Chłopak
wymamrotał coś pod nosem, siadając na pobliskim krześle. Podparł się na łokciu,
ignorując zupełnie polecenie drugiego w kolejności brata.
– NATYCHMIAST!
Tym razem
podniósł się nabuzowany, nie przejmując się pogrążoną we śnie dziewczyną,
ryknął, używając do tego wszystkich sił:
– JUŻ IDĘ!
Momentalnie
zadrżała aż lampa u góry i musiał się schylić, aby go nie znokautowała. Mogliby
toczyć bój na darcie mordy, a i tak by go wygrał. Czemu w ogóle musiał się
słuchać Reijiego?! A, no tak – k i e s z
o n k o w e, u s p r a w i e d l i w i e
n i a i
z g o d y. Psia mać. Aż żałował, że to Shuu nie jest obecnie głową
rodziny. Na pewno zaoferowałby każdemu więcej luzu.
Czemu ten Shichisan Megane musi wpadać w
takiej chwili?! – Zatrzasnął za sobą drzwi z hukiem.
Tak czy owak…
Nie odniosę porażki, bo ta dziewczyna będzie
tylko moja.
Pomoże mi, czy jej się
to podoba, czy nie.
A jeśli odważy się zaprotestować,
Spotka ją kara.
Jeżeli spróbuje uciec
To własnoręcznie ją zabiję.
Ofiara z taką krwią jest dosyć cenna,
Ale przez brak pokory bez wątpienia
spotka ją los ofiarnej narzeczonej.
_______________________________________________________________________________
Siemka!
Tak trochę umieram przez ból gardła, więc w ciągu kilku dni (w związku z nowym rozdziałem, bo wszystko staram się robić na bieżąco) uzupełnię dział z przypisami i słowniczek. Mam nadzieję, że jak na razie poradzicie sobie bez tego;;
Z góry lojalnie uprzedzam: NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA, kiedy pojawi się kolejna część, ponieważ wszystko wymaga korekty. Pocięłam co prawda sporo rozdziałów na mniejsze fragmenty, żeby ludzie nie musieli czytać 60-stronnicowego referatu, ale jednocześnie jestem trochę zniesmaczona przez dzisiejszą 11-stronnicową długość i w sumie nie wiem, co robić... Tak źle i tak niedobrze xD Niemniej, oby Wam się lepiej czytało, mnie to tam wsio - po prostu sama jestem przyzwyczajona do optymalnych 30 stron (prawdopodobnie przez lektury) i trochę mi dziwnie ^^" Pamiętajcie o możliwości zgłaszania sugestii, bardzo mi to pomoże!
Poza tym szykuje się mały specjał, zatem musicie mi wybaczyć wszelkie opóźnienia. Trzymam kciuki, by zarówno ten rozdział, jak i nadchodzący bonus Wam się spodobał ♥
Red Queen



