niedziela, 26 listopada 2017

Haunted Dark Bridal: Dark 04






 – Oi, Reiji! Teme, zjadłeś moje takoyaki!
 – Haa? Mówisz o mnie? Proszę, nie żartuj sobie. Naprawdę uważasz, że zjadłbym coś takiego?
 – Szczyl ryj! W takim razie kto je podjebał?! Kanato, to ty?!


            Nałożyła poduszkę na głowę, ale nie pomogło. Bo co poradzić, jeśli cały dom już wstał? To znaczy – prócz niej. I wcale nie zamierzała tego zmieniać.
 – Raany, jeszcze pięć minut… – Jęknęła, zawijając się w kokon powstały z koca. Czuła się zmęczona i wolałaby dzisiejszą noc spędzić w łóżku niż szwendać się po szkole bez celu.
 – Te, Ważniaku! Ucisz się… nie mogę spać.
            Wiesz, Shuu, ja też. Daj im po dupie!
            Ku jej rozczarowaniu Shuu odpuścił i najwyraźniej zasnął. Szkoda że ona nie miała zdolności zasypiania wszędzie, gdzie sobie zamarzyła. To na pewno przydatne w tego typu warunkach.
            Za to kłótnia trwała w najlepsze. Teraz dołączył się nawet Subaru:
 – Nie ma tu nikogo tak aroganckiego jak ty.
 – Ty gówniarzu! Taki jesteś mądry, a sam jeszcze sikasz w majtki. To ty zjadłeś moje takoyaki?!
 – Mózg ci się przegrzał? Ja miałbym je zjeść?! Ha! Nie rozśmieszaj mnie.
            Otworzyła oczy i kilkakrotnie zamrugała.  Była niewyspana, jednak zauważyła brak… mundurka. Czyżby to Ayato przebrał ją w pidżamę? Zarumieniła się na samą myśl.
            Zbyt surowo go traktowałam…
            Faktycznie, może ją naraził, ale tak czy owak uratował jej życie. Nie wyśmiał jej. Zresztą, co stało na przeszkodzie, by zacząć od nowa?
            … o ile wyśpię się wreszcie, tak. Jak się nie wysypiam to jestem zła.
            Podniosła się do pozycji siedzącej, po czym rozprostowała nogi oraz ręce. Dobra, czas się ubrać i wrócić do żywych. Nacisnęła pstryczek, a później podeszła spokojnie do białej drewnianej szafy.
 – Zastanawiasz się, kim jesteśmy?
            Odwróciła się w kierunku, z którego dobiegał głos. Laito siedział na jej łóżku z nogą założoną na nogę. Cudnie.
            Nie potrafiła znaleźć siły, żeby go skrzyczeć albo rzucić jakiś niemiły żart w jego stronę. Po prostu nie i koniec. Nie chciało jej się mleć ozorem. Straciła fason przez to ogłupiające wyczerpanie. A to wszystko wina Ayato.
 – A, nie. Tylko stoję i podziwiam… ten, no… – Wskazała drżącymi rękami, jakby chorowała na Parkinsona, mebel. – … szafę.
            Co ona pierdoliła? Do reszty jej padło na mózg.
            Kasztanowowłosy zachichotał cicho. W sumie prawidłowo, bo paplała bez sensu. Ona też by tak zareagowała.
 – Uroczo się jąkasz, czy to dzięki mnie? – Podszedł do niej wolnym krokiem.
 – Nie, nie… Jestem niedzisiejsza przez, rozumiesz, wczorajsze ssanie. – Zaśmiała się nerwowo, wyciągając z szafy pomięty mundurek.
            Odwróciła się i zamarła. Od ust chłopaka dzieliły ją może z dwa centymetry. Nie umiała powstrzymać rumieńca, który zalał jej policzki.
  – T-trochę za blisko… – Wymamrotała pod nosem, spoglądając w dół. Że też zarówno jeden, jak i drugi musiał odznaczać się takimi pięknymi oczami!
 – Nfu, to przez twój oddech Bitch-chan… Chcę go poczuć.
            … pojebało? Strasznie osobliwy masz ten fetysz.
 – Czekaj, co? Nande? – Popatrzyła na niego z totalnym mindfuckiem.
 – „Nande”? Fufu, Bitch-chan, brakuje ci romantyzmu ~ Należy ci się za to kara. – Zaśmiał się, poklepując ją po głowie. Dziewczyna jednak stała z tą miną jak poprzednio, więc przystąpił do wyjaśnień. – Powód, dla którego chcę słyszeć twój oddech… jest taki, że pragnę o tobie wiedzieć więcej i więcej.
            Nie mam zielonego pojęcia, kto jest twoim dealerem, ale zmniejsz dawkę. Poważnie. – Myślała, uśmiechając się kwaśno.
 – Nie, to raczej… dlatego że nie mogę się nacieszyć obecnością człowieka pod naszym dachem. – Uniósł kąciki ust odrobinę. Chyba wytrąciła go lekko z równowagi. Nie miał tego swojego perwersyjnego uśmieszku na twarzy.
            Dobrze mu tak. Niech spierdala i da mi zdychać w samotności. Kolejny dzień w tej spieprzonej szkole będzie dniem mojej śmierci, ech.
            Nagle jego ręce znalazły się wokół jej drobnego działa. Objął ją.
            Co jest, kurwa, jeden, dwa, trzy?
            Z wybałuszonymi oczyma tkwiła w całkowitym bezruchu. Ba, nawet język jej sparaliżowało z wrażenia.
            Nie poruszyła się, dopóki nie wypuścił jej z uścisku. To było… nie dało się tego wyrazić słowami.
            Biedny chłopak. Pewnie przypomniało mu się coś smutnego, stąd ten przytulasek.
 – Już w porządku?
 – Nani? – Uniósł brwi, najwidoczniej nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
 – No bo miałeś przypływ feelsów, co nie? – Rzuciła ze współczuciem.
 – Nie? – Odparł, jakby jego intencje były zupełnie oczywiste. – Głupiutka Bitch-chan. Okazałem ci miłość.
            Spojrzała na niego, jakby przed nią stał właśnie wariat. A może faktycznie stał?
            Co do… Dobra, lepiej nie pytać.
  – Nie musisz się bać. Tak czy inaczej… to nie znaczy, że od razu będę wyprawiał z tobą takie rzeczy. – Mrugnął do niej, ani na chwilę nie przestając się uśmiechać, teraz jednak w bardziej flirciarskim stylu.
 – Ja nie… cokolwiek. – Odparowała kompletnie zbita z pantałyku.
 – Dalej. Powiedz mi, co chcesz, abym ci zrobił. – Zaśmiał się, chwytając ją za nadgarstki.
            Jak mnie ktoś nie próbuje utopić, to ktoś inny posądza mnie o zboczylastwo. Ja jebię.
 – Na początek… chcę, żebyś mnie puścił. – Odparła, poważnie kiwając głową.
 – Nie-e. Nareszcie możemy się pobawić… – Zachichotał mrocznie. – … i chciałbym poznać twoje oczekiwania.
 – Ale ja od ciebie niczego nie oczekuję. – Uśmiechnęła się z politowaniem.
            Pomimo jego różnorakich dziwactw uczuła ciepło w klatce piersiowej. Przyszło jej na myśl, że ten zjebany sposób na okazanie komuś wsparcia w wykonaniu Laito jest całkiem słodki.
 – Hm? A więc… czemu twoje serce bije tak szybko? – Cmoknął z zadowoleniem rudowłosy.
 – W-wcale nie…! – Krzyknęła. Nie sposób było jednak powstrzymać tym razem głębszego rozchodzącego się po jej twarzy rumieńca. Ten wampir wygadywał dość zawstydzające pierdolety, na dodatek dzieliły ich nadzwyczajnie krótki dystans.
 – Nfu ~ Aach, niedobrze. Nawet jeżeli to zabronione… Twoje serce pompuje krew do każdej części ciała… sama myśl o tym…
            Przybliżył się do niej tak, iż dzieliło ich zaledwie kilka milimetrów. Zamknęła oczy, czując na sobie jego oddech. Strach po raz kolejny odebrał jej siłę i stała jak wryta, czekając na posunięcie wroga. Zupełnie jak pionek na szachownicy.
            Ocknęła się, kiedy jej skóra spotkała się z takim… lepkim dotykiem?
 – Przestań! – Wychrypiała, odtrącając go. Co za ulga – zachowała tyle przytomności umysłu, by zorientować się, że została polizana i że prawdopodobnie krwiopijca szykuje już kły do wbicia w jej delikatną szyję! Co to to nie. Nie podda się bez walki.
 – To inaczej „chcę więcej”, prawda? – Spytał Laito radośnie. Czy on w ogóle nie przyjmował odmowy do wiadomości?!
 – Co? Nie!
            Ja w to nie wierzę… Z deszczu pod rynnę. Kapuję – kiedyś sporo kłamałam. Ale gość, który wiecznie zarzuca mi mówienie nieprawdy to przesada!
            Wtem rozległo się głośne bicie zegara.
            Dwunasta.
 – Najwyższy czas się zbierać. Jaka szkoda. Dokończymy to później, Bitch-chan ~ – Musnął jej wargi swoimi. Dziewczyna odskoczyła jak poparzona z opóźnieniem z powodu szoku, jaki odniosła.
            Zmienia się nagle o sto osiemdziesiąt stopni!
 – T-ty…
 – Ka-wa-ii~ – Zanucił, napawając się widokiem jej czerwonych policzków.
 – Pospiesz się, nie możesz pójść do szkoły w pidżamie. A może liczyłaś na pójście w takim stroju, aby nakłaniać uczniów do niegrzecznego zachowania?
 – Ee, nie. Czy mógłbyś wyjść? Chciałabym się przebrać. – Poprosiła stanowczo, na nowo odzyskując fason.
 – Wolałbym nie, ale skoro muszę…
 – Musisz. W razie problemów zawołam cię. – Puściła oczko niczym rasowa podrywaczka.
 – Uu, dobrze~ – Poruszył kilkakrotnie brwiami, potem zniknął.
            Zanotować: Nie wiem, jak reszta, aczkolwiek Laito umie w teleportację.
            Nie widząc go w pobliżu, opadła na krzesło, pozwalając sobie na westchnięcie ulgi.
            Zwariuję w tym domu.

***

            Znajome więzienne mury. Szepty niesione przez wiatr. Izolacja. Wszystko wydawało się takie znajome…
            Gdyby nie groźba kary z pewnością nie chodziłaby do tej szkoły. Wykształcenie? Phi, ludzie znajdują pracę i bez tego!
            Weszła do klasy cichym krokiem, ukrywając twarz za zasłoną włosów. Musiała teraz wyglądać jak porażka, ale nie obchodziło jej to zbytnio. Nic się nie liczyło.
            Położyła książki na ławce, po czym usiadła na krześle. Chciała być jak najdalej stąd. Gdzieś, gdzie…
 – Hej, to ty jesteś Cantarella? – Odezwał się mocny, żywiołowy dziewczęcy głos.
            Podniosła wzrok. Przed jej ławką prezentowała się całkiem ładna dziewczyna w okularach.
            Co taka osoba jak ty może sobie życzyć od takiej szmaty jak ja?
 – Tak, to ja. A co? – Powiedziała, w dalszym ciągu lustrując nieznajomą. Miała włosy w kolorze ciepłego brązu i piwne oczy. Totalnie do siebie nie pasowały, nawet z wyglądu.
 – Etto… zobaczyłam cię wczoraj, mimo to wstydziłam się zagadać… – Wymruczał, przestępując z nogi na nogę. – Przepraszam. Po prostu nie nawykłam do wyciągania jako pierwsza ręki.
            Jasnowłosa popatrzyła na nią zdumiona. Trafił swój na swojego!
 – Um, nic się nie stało. – Westchnęła z ulgą. – Ja też nie kwapię się do zawierania nowych znajomości… Zresztą, ludzie z tej szkoły mi tego nie ułatwiają.
 – A. To stąd że rodzina, u której mieszkasz, jest dosyć… specyficzna. – Rzuciła bez ogródek.
 – Proszę? – Zamrugała kilkakrotnie.
 – Są bardzo popularni w naszej budzie i to nie tylko w budzie. Nawet na mieście strzelają sobie z nimi fotki. – Wyjaśniła szybko. – Powaga, nie znasz Tougo Sakamakiego? Słynnego japońskiego polityka?
 – Yy… – Nie interesuję się polityką. Kapuję, kapuję.
 – Kim właściwie jesteś dla Sakamakich? – Naprawdę ciężko było uwierzyć w jej małomówność. Usta jej się nie zamykały.
 – Jestem Shuu…
… ofiarą. – To słowo samo cisnęło jej się na usta, jednakowoż w porę ugryzła się w język. Nowopoznana osoba na pewno wzięłaby ją za świra. Nie zamierzała zniechęcać ją do siebie.
            Ponadto zauważyła, jak jej rówieśniczka drgnęła i cała się napięła. Wyglądała na ugodzoną prosto w serducho.
Czyżby ona…?
 – Jestem kuzynką Shuu, Ayato, Subaru… – Zaczęła wyliczać wszystkich sześciu braci. Twarz nieznajomej automatycznie się rozluźniła, wrócił na nią błogi spokój.
            No to fajnie. Nie wiedziałam, że „tsundere 1” potrafią też zmienić się w „yandere 2”.
            Lecz pomimo tego niekonwencjalnego zestawienia Komori ze zdziwieniem zauważyła, iż tę osobę lubi. Nie denerwowała ją fałszywością w przeciwieństwie do pozostałych.
 – Too jak się nazywasz? – Uśmiechnęła się radośnie.
 – Huh? N-nie przedstawiłam się? Mam na imię Torikenshi, ale możesz mówić mi Tori.
 – Okej, Tori. – Pokiwała głową w o wiele lepszym nastroju niż wcześniej. – Za to ty nazywaj mnie Yui, dobrze? To zdecydowanie łatwiejsze do wypowiedzenia niż „Cantarella”.
 – Dobrze! Pożyczyć ci notatki z języków? – I tak zielonooka otrzymała istny potok informacji.
            Torikenshi, choć zupełnie się taka nie zdawała, wiedziała prawie wszystko: pamiętała terminy oddawania prac, imiona najpopularniejszych person szkolnych… po prostu cud, miód i orzeszki.
            Cantarella nie dała rady powstrzymać śmiechu. Przegadały blisko calutką przerwę i nie czuła się tak samotna jak przedtem.
 – Co jest? Mam coś na twarzy? – Tori wlepiła wzrok w towarzyszkę, nie domyślając się, o co może jej chodzić.
 – A nic, jestem szczęśliwa i tyle. – Odparła, ocierając spływającą po policzku powstałą z powodu gromkiego śmiechu łzę.
            Niezaprzeczalnie – miała rację.



            Wybiła godzina pójścia do domu. Jasnowłosa musiała się w końcu rozstać z jedyną osobą, która miała do niej pozytywny stosunek i z nią rozmawiała.
 – No, to do jutra! – Zawołała słabo, unosząc rękę na pożegnanie.
 – Żartujesz? Odprowadzę cię, na pewno będzie ci raźniej! – Odparła Tori tonem nieznoszącym sprzeciwu i ujęła koleżankę pod pachę, jakby znały się od zawsze.
            Zielonooka uśmiechnęła się lekko. Los zdecydował się postawić na jej drodze naprawdę przemiłą osobę i była mu za to wdzięczna. Jednak co zrobiła, by sobie na to zasłużyć? Modlić się nie modliła, to pewne.
            Szły przepełnionym uczniami korytarzem. Wszyscy głośno dyskutowali, przeciskali się do klas i raczyli nauczycieli wymuszonymi uśmiechami. Wszyscy prócz nich.
Podeszły do tablicy ogłoszeń, by sprawdzić, czy znajdują się na niej jakieś istotne i ciekawe nowości.
Czyli jutro mamy zastępstwo, jakąś prelekcję i…
 – Ej, nie wiedziałam, że jest tutaj klub cheerleaderek. – Rzuciła niby niedbale.
 – Funkcjonuje od niedawna z tego, co pamiętam… – Powiedziała brązowowłosa po dłuższym namyśle.
 – Podobno można się jeszcze zapisać. – Wtrąciła, bacznie badając jaskraworóżowy plakat i informacje napisane na nim całkiem ładnym pismem. – Reflektowałabyś na zapisanie się tam wraz ze mną?
            Taniec dla niej nie należał do tak ważnych czynności jak oddychanie, jednak nie potrafiła odeprzeć chęci zobaczenia, jaką egzystencję wiodą cheerleaderki. Zmysł badacza aż szalał.
 – Nie mogę. – Westchnęła ciężko. – Mam jutro trening jeździecki o tej porze.
 – Och…
 – Ale jak chcesz, to idź, śmiało! – Pokiwała głową energicznie.
 – Ja nigdy nie… – Zmieszała się znacznie, przełykając ślinę.
            Nigdy nie należałam do żadnego klubu. Co jeśli mnie wygwizdają? Poza tym nie potrafię jakoś szczególnie tańczyć.
 – „Nigdy nie”…? – Zapytała piwnooka, nie rozumiejąc.
 – Eech, nieważn. Muszę to przemyśleć. – Mlasnęła z niezadowoleniem Cantarella.
            Potem poszły na parking, gdzie czekała już limuzyna.
 – To na razie! – Pomachała ręką na pożegnanie brązowowłosa, po czym zwróciła się w swoją stronę.
 – Papa!
            Jak ostatnio usiadła obok Ayato. Zaobserwowała jednakże coś osobliwego: ani w drodze do szkoły, ani ze szkoły czerwonowłosy nawet raz jej nie zaczepił. Obraził się na nią? Milczał jak grób, to było serio nienaturalne. Zwykle dopierdalał się do niej o byle co i wychodziła z tego jedna wielka kaszana.


            Zmarszczyła brwi, opierając podbródek na dłoni.
            Nie podoba mi się to…

 _______________________________________________________________________________


 Hejka!

Rozdział pisany pod wpływem wspomnień i emocji. Biedny długopis xD Mam nadzieję, że się Wam podoba! :3
Następny (jak zwykle) nie wiem, kiedy się ukaże. Mam nadzieję, że niedługo.
Zaczęłam też uzupełniać zakładkę "Bohaterowie", koniecznie obserwujcie postępy!

Red Queen

sobota, 18 listopada 2017

Special

Bang!
I oto wlatuje może nie nowy rozdział, ale Special ~ Mam nadzieję, że Wam się spodoba! <3



Tekst:


Nie wiem, gdzie dokładnie się znajduję… serio, nie wiem, gdzie mieszkam. Po prostu wywieźli mnie na jakieś zadupie i muszę pokutować. W otoczeniu szóstki sadystycznych wampirów.
Że też trafiło akurat na mnie! Haah… Ale chyba nie mam wyjścia. Mój dom jest daleko stąd, telefon wyzionął ducha (niech spoczywa w pokoju), a super bogata też nie jestem.
Zresztą, co się może wydarzyć? Dostali przecież info, że nie mogą mnie zajebać i, jak widać, niechętnie, bo niechętnie, jednak się do tego stosują.
Tak więc… Pobędę sobie tu jeszcze trochę. Najwyżej później zwieję, jeśli mi się coś szczególnie nie spodoba. Tyle w temacie. Banzaaaai…!~