– Oi, Reiji! Teme, zjadłeś moje takoyaki!
– Haa? Mówisz o mnie? Proszę, nie żartuj
sobie. Naprawdę uważasz, że zjadłbym coś takiego?
– Szczyl ryj! W takim razie kto je podjebał?!
Kanato, to ty?!
Nałożyła poduszkę na głowę, ale nie
pomogło. Bo co poradzić, jeśli cały dom już wstał? To znaczy – prócz niej. I
wcale nie zamierzała tego zmieniać.
– Raany, jeszcze pięć minut… – Jęknęła,
zawijając się w kokon powstały z koca. Czuła się zmęczona i wolałaby dzisiejszą
noc spędzić w łóżku niż szwendać się po szkole bez celu.
– Te, Ważniaku! Ucisz się… nie mogę spać.
Wiesz,
Shuu, ja też. Daj im po dupie!
Ku jej rozczarowaniu Shuu odpuścił i
najwyraźniej zasnął. Szkoda że ona nie miała zdolności zasypiania wszędzie,
gdzie sobie zamarzyła. To na pewno przydatne w tego typu warunkach.
Za to kłótnia trwała w najlepsze.
Teraz dołączył się nawet Subaru:
– Nie ma tu nikogo tak aroganckiego jak ty.
– Ty gówniarzu! Taki jesteś mądry, a sam
jeszcze sikasz w majtki. To ty zjadłeś moje takoyaki?!
– Mózg ci się przegrzał? Ja miałbym je zjeść?!
Ha! Nie rozśmieszaj mnie.
Otworzyła oczy i kilkakrotnie
zamrugała. Była niewyspana, jednak
zauważyła brak… mundurka. Czyżby to Ayato przebrał ją w pidżamę? Zarumieniła
się na samą myśl.
Zbyt
surowo go traktowałam…
Faktycznie, może ją naraził, ale tak
czy owak uratował jej życie. Nie wyśmiał jej. Zresztą, co stało na
przeszkodzie, by zacząć od nowa?
…
o ile wyśpię się wreszcie, tak. Jak się nie wysypiam to jestem zła.
Podniosła się do pozycji siedzącej,
po czym rozprostowała nogi oraz ręce. Dobra, czas się ubrać i wrócić do żywych.
Nacisnęła pstryczek, a później podeszła spokojnie do białej drewnianej szafy.
– Zastanawiasz się, kim jesteśmy?
Odwróciła się w kierunku, z którego
dobiegał głos. Laito siedział na jej łóżku z nogą założoną na nogę. Cudnie.
Nie potrafiła znaleźć siły, żeby go
skrzyczeć albo rzucić jakiś niemiły żart w jego stronę. Po prostu nie i koniec.
Nie chciało jej się mleć ozorem. Straciła fason przez to ogłupiające wyczerpanie.
A to wszystko wina Ayato.
– A, nie. Tylko stoję i podziwiam… ten, no… –
Wskazała drżącymi rękami, jakby chorowała na Parkinsona, mebel. – … szafę.
Co ona pierdoliła? Do reszty jej
padło na mózg.
Kasztanowowłosy zachichotał cicho. W
sumie prawidłowo, bo paplała bez sensu. Ona też by tak zareagowała.
– Uroczo się jąkasz, czy to dzięki mnie? –
Podszedł do niej wolnym krokiem.
– Nie, nie… Jestem niedzisiejsza przez,
rozumiesz, wczorajsze ssanie. – Zaśmiała się nerwowo, wyciągając z szafy
pomięty mundurek.
Odwróciła się i zamarła. Od ust
chłopaka dzieliły ją może z dwa centymetry. Nie umiała powstrzymać rumieńca,
który zalał jej policzki.
–
T-trochę za blisko… – Wymamrotała pod nosem, spoglądając w dół. Że też zarówno
jeden, jak i drugi musiał odznaczać się takimi pięknymi oczami!
– Nfu, to przez twój oddech Bitch-chan… Chcę
go poczuć.
…
pojebało? Strasznie osobliwy masz ten fetysz.
– Czekaj, co? Nande? – Popatrzyła na niego z
totalnym mindfuckiem.
– „Nande”? Fufu, Bitch-chan, brakuje ci
romantyzmu ~ Należy ci się za to kara. – Zaśmiał się, poklepując ją po głowie.
Dziewczyna jednak stała z tą miną jak poprzednio, więc przystąpił do wyjaśnień.
– Powód, dla którego chcę słyszeć twój oddech… jest taki, że pragnę o tobie
wiedzieć więcej i więcej.
Nie
mam zielonego pojęcia, kto jest twoim dealerem, ale zmniejsz dawkę. Poważnie.
– Myślała, uśmiechając się kwaśno.
– Nie, to raczej… dlatego że nie mogę się
nacieszyć obecnością człowieka pod naszym dachem. – Uniósł kąciki ust odrobinę.
Chyba wytrąciła go lekko z równowagi. Nie miał tego swojego perwersyjnego
uśmieszku na twarzy.
Dobrze
mu tak. Niech spierdala i da mi zdychać w samotności. Kolejny dzień w tej
spieprzonej szkole będzie dniem mojej śmierci, ech.
Nagle jego ręce znalazły się wokół
jej drobnego działa. Objął ją.
Co
jest, kurwa, jeden, dwa, trzy?
Z wybałuszonymi oczyma tkwiła w
całkowitym bezruchu. Ba, nawet język jej sparaliżowało z wrażenia.
Nie poruszyła się, dopóki nie
wypuścił jej z uścisku. To było… nie dało się tego wyrazić słowami.
Biedny
chłopak. Pewnie przypomniało mu się coś smutnego, stąd ten przytulasek.
– Już w porządku?
– Nani? – Uniósł brwi, najwidoczniej nie
rozumiejąc, o co jej chodzi.
– No bo miałeś przypływ feelsów, co nie? –
Rzuciła ze współczuciem.
– Nie? – Odparł, jakby jego intencje były
zupełnie oczywiste. – Głupiutka Bitch-chan. Okazałem ci miłość.
Spojrzała na niego, jakby przed nią
stał właśnie wariat. A może faktycznie stał?
Co
do… Dobra, lepiej nie pytać.
– Nie
musisz się bać. Tak czy inaczej… to nie znaczy, że od razu będę wyprawiał z
tobą takie rzeczy. – Mrugnął do niej,
ani na chwilę nie przestając się uśmiechać, teraz jednak w bardziej
flirciarskim stylu.
– Ja nie… cokolwiek. – Odparowała kompletnie
zbita z pantałyku.
– Dalej. Powiedz mi, co chcesz, abym ci
zrobił. – Zaśmiał się, chwytając ją za nadgarstki.
Jak
mnie ktoś nie próbuje utopić, to ktoś inny posądza mnie o zboczylastwo. Ja
jebię.
– Na początek… chcę, żebyś mnie puścił. –
Odparła, poważnie kiwając głową.
– Nie-e. Nareszcie możemy się pobawić… – Zachichotał mrocznie. – … i
chciałbym poznać twoje oczekiwania.
– Ale ja od ciebie niczego nie oczekuję. –
Uśmiechnęła się z politowaniem.
Pomimo jego różnorakich dziwactw
uczuła ciepło w klatce piersiowej. Przyszło jej na myśl, że ten zjebany sposób
na okazanie komuś wsparcia w wykonaniu Laito jest całkiem słodki.
– Hm? A więc… czemu twoje serce bije tak
szybko? – Cmoknął z zadowoleniem rudowłosy.
– W-wcale nie…! – Krzyknęła. Nie sposób było
jednak powstrzymać tym razem głębszego rozchodzącego się po jej twarzy
rumieńca. Ten wampir wygadywał dość zawstydzające pierdolety, na dodatek
dzieliły ich nadzwyczajnie krótki dystans.
– Nfu ~ Aach, niedobrze. Nawet jeżeli to
zabronione… Twoje serce pompuje krew do każdej części ciała… sama myśl o tym…
Przybliżył się do niej tak, iż
dzieliło ich zaledwie kilka milimetrów. Zamknęła oczy, czując na sobie jego
oddech. Strach po raz kolejny odebrał jej siłę i stała jak wryta, czekając na
posunięcie wroga. Zupełnie jak pionek na szachownicy.
Ocknęła się, kiedy jej skóra
spotkała się z takim… lepkim dotykiem?
– Przestań! – Wychrypiała, odtrącając go. Co
za ulga – zachowała tyle przytomności umysłu, by zorientować się, że została
polizana i że prawdopodobnie krwiopijca szykuje już kły do wbicia w jej
delikatną szyję! Co to to nie. Nie podda się bez walki.
– To inaczej „chcę więcej”, prawda? – Spytał
Laito radośnie. Czy on w ogóle nie przyjmował odmowy do wiadomości?!
– Co? Nie!
Ja
w to nie wierzę… Z deszczu pod rynnę. Kapuję – kiedyś sporo kłamałam. Ale gość,
który wiecznie zarzuca mi mówienie nieprawdy to przesada!
Wtem rozległo się głośne bicie
zegara.
Dwunasta.
– Najwyższy czas się zbierać. Jaka szkoda.
Dokończymy to później, Bitch-chan ~ – Musnął jej wargi swoimi. Dziewczyna
odskoczyła jak poparzona z opóźnieniem z powodu szoku, jaki odniosła.
Zmienia
się nagle o sto osiemdziesiąt stopni!
– T-ty…
– Ka-wa-ii~ – Zanucił, napawając się widokiem
jej czerwonych policzków.
– Pospiesz się, nie możesz pójść do szkoły w
pidżamie. A może liczyłaś na pójście w takim stroju, aby nakłaniać uczniów do niegrzecznego zachowania?
– Ee, nie. Czy mógłbyś wyjść? Chciałabym się
przebrać. – Poprosiła stanowczo, na nowo odzyskując fason.
– Wolałbym nie, ale skoro muszę…
– Musisz. W razie problemów zawołam cię. –
Puściła oczko niczym rasowa podrywaczka.
– Uu, dobrze~ – Poruszył kilkakrotnie brwiami,
potem zniknął.
Zanotować:
Nie wiem, jak reszta, aczkolwiek Laito umie w teleportację.
Nie widząc go w pobliżu, opadła na
krzesło, pozwalając sobie na westchnięcie ulgi.
Zwariuję
w tym domu.
***
Znajome więzienne mury. Szepty
niesione przez wiatr. Izolacja. Wszystko wydawało się takie znajome…
Gdyby nie groźba kary z pewnością
nie chodziłaby do tej szkoły. Wykształcenie? Phi, ludzie znajdują pracę i bez
tego!
Weszła do klasy cichym krokiem,
ukrywając twarz za zasłoną włosów. Musiała teraz wyglądać jak porażka, ale nie
obchodziło jej to zbytnio. Nic się nie
liczyło.
Położyła książki na ławce, po czym
usiadła na krześle. Chciała być jak najdalej stąd. Gdzieś, gdzie…
– Hej, to ty jesteś Cantarella? – Odezwał się
mocny, żywiołowy dziewczęcy głos.
Podniosła wzrok. Przed jej ławką
prezentowała się całkiem ładna dziewczyna w okularach.
Co
taka osoba jak ty może sobie życzyć od takiej szmaty jak ja?
– Tak, to ja. A co? – Powiedziała, w dalszym
ciągu lustrując nieznajomą. Miała włosy w kolorze ciepłego brązu i piwne oczy.
Totalnie do siebie nie pasowały, nawet z wyglądu.
– Etto… zobaczyłam cię wczoraj, mimo to
wstydziłam się zagadać… – Wymruczał, przestępując z nogi na nogę. –
Przepraszam. Po prostu nie nawykłam do wyciągania jako pierwsza ręki.
Jasnowłosa popatrzyła na nią
zdumiona. Trafił swój na swojego!
– Um, nic się nie stało. – Westchnęła z ulgą. –
Ja też nie kwapię się do zawierania nowych znajomości… Zresztą, ludzie z tej szkoły mi tego nie ułatwiają.
– A. To stąd że rodzina, u której mieszkasz,
jest dosyć… specyficzna. – Rzuciła bez ogródek.
– Proszę? – Zamrugała kilkakrotnie.
– Są bardzo popularni w naszej budzie i to nie
tylko w budzie. Nawet na mieście strzelają sobie z nimi fotki. – Wyjaśniła
szybko. – Powaga, nie znasz Tougo Sakamakiego? Słynnego japońskiego polityka?
– Yy… – Nie
interesuję się polityką. – Kapuję,
kapuję.
– Kim właściwie jesteś dla Sakamakich? –
Naprawdę ciężko było uwierzyć w jej małomówność. Usta jej się nie zamykały.
– Jestem Shuu…
… ofiarą. – To słowo samo cisnęło jej się na
usta, jednakowoż w porę ugryzła się w język. Nowopoznana osoba na pewno
wzięłaby ją za świra. Nie zamierzała zniechęcać ją do siebie.
Ponadto
zauważyła, jak jej rówieśniczka drgnęła i cała się napięła. Wyglądała na
ugodzoną prosto w serducho.
Czyżby ona…?
– Jestem kuzynką Shuu, Ayato, Subaru… –
Zaczęła wyliczać wszystkich sześciu braci. Twarz nieznajomej automatycznie się
rozluźniła, wrócił na nią błogi spokój.
No
to fajnie. Nie wiedziałam, że „tsundere 1” potrafią też zmienić się
w „yandere 2”.
Lecz pomimo tego niekonwencjalnego
zestawienia Komori ze zdziwieniem zauważyła, iż tę osobę lubi. Nie denerwowała
ją fałszywością w przeciwieństwie do pozostałych.
– Too jak się nazywasz? – Uśmiechnęła się
radośnie.
– Huh? N-nie przedstawiłam się? Mam na imię
Torikenshi, ale możesz mówić mi Tori.
– Okej, Tori. – Pokiwała głową w o wiele
lepszym nastroju niż wcześniej. – Za to ty nazywaj mnie Yui, dobrze? To
zdecydowanie łatwiejsze do wypowiedzenia niż „Cantarella”.
– Dobrze! Pożyczyć ci notatki z języków? – I
tak zielonooka otrzymała istny potok informacji.
Torikenshi, choć zupełnie się taka
nie zdawała, wiedziała prawie wszystko: pamiętała terminy oddawania prac,
imiona najpopularniejszych person szkolnych… po prostu cud, miód i orzeszki.
Cantarella nie dała rady powstrzymać
śmiechu. Przegadały blisko calutką przerwę i nie czuła się tak samotna jak
przedtem.
– Co jest? Mam coś na twarzy? – Tori wlepiła
wzrok w towarzyszkę, nie domyślając się, o co może jej chodzić.
– A nic, jestem szczęśliwa i tyle. – Odparła,
ocierając spływającą po policzku powstałą z powodu gromkiego śmiechu łzę.
Niezaprzeczalnie – miała rację.
Wybiła godzina pójścia do domu.
Jasnowłosa musiała się w końcu rozstać z jedyną osobą, która miała do niej
pozytywny stosunek i z nią rozmawiała.
– No, to do jutra! – Zawołała słabo, unosząc
rękę na pożegnanie.
– Żartujesz? Odprowadzę cię, na pewno będzie
ci raźniej! – Odparła Tori tonem nieznoszącym sprzeciwu i ujęła koleżankę pod
pachę, jakby znały się od zawsze.
Zielonooka uśmiechnęła się lekko.
Los zdecydował się postawić na jej drodze naprawdę przemiłą osobę i była mu za
to wdzięczna. Jednak co zrobiła, by sobie na to zasłużyć? Modlić się nie
modliła, to pewne.
Szły przepełnionym uczniami
korytarzem. Wszyscy głośno dyskutowali, przeciskali się do klas i raczyli
nauczycieli wymuszonymi uśmiechami. Wszyscy prócz nich.
Podeszły do tablicy ogłoszeń, by sprawdzić, czy znajdują się
na niej jakieś istotne i ciekawe nowości.
Czyli jutro mamy
zastępstwo, jakąś prelekcję i…
– Ej, nie wiedziałam, że jest tutaj klub
cheerleaderek. – Rzuciła niby niedbale.
– Funkcjonuje od niedawna z tego, co pamiętam…
– Powiedziała brązowowłosa po dłuższym namyśle.
– Podobno można się jeszcze zapisać. –
Wtrąciła, bacznie badając jaskraworóżowy plakat i informacje napisane na nim
całkiem ładnym pismem. – Reflektowałabyś na zapisanie się tam wraz ze mną?
Taniec dla niej nie należał do tak
ważnych czynności jak oddychanie, jednak nie potrafiła odeprzeć chęci
zobaczenia, jaką egzystencję wiodą cheerleaderki. Zmysł badacza aż szalał.
– Nie mogę. – Westchnęła ciężko. – Mam jutro
trening jeździecki o tej porze.
– Och…
– Ale jak chcesz, to idź, śmiało! – Pokiwała
głową energicznie.
– Ja nigdy nie… – Zmieszała się znacznie,
przełykając ślinę.
Nigdy
nie należałam do żadnego klubu. Co jeśli mnie wygwizdają? Poza tym nie potrafię
jakoś szczególnie tańczyć.
– „Nigdy nie”…? – Zapytała piwnooka, nie
rozumiejąc.
– Eech, nieważn. Muszę to przemyśleć. –
Mlasnęła z niezadowoleniem Cantarella.
Potem poszły na parking, gdzie
czekała już limuzyna.
– To na razie! – Pomachała ręką na pożegnanie
brązowowłosa, po czym zwróciła się w swoją stronę.
– Papa!
Jak ostatnio usiadła obok Ayato.
Zaobserwowała jednakże coś osobliwego: ani w drodze do szkoły, ani ze szkoły
czerwonowłosy nawet raz jej nie zaczepił. Obraził się na nią? Milczał jak grób,
to było serio nienaturalne. Zwykle dopierdalał się do niej o byle co i
wychodziła z tego jedna wielka kaszana.
Zmarszczyła brwi, opierając
podbródek na dłoni.
Nie
podoba mi się to…
_______________________________________________________________________________

Hejka!
Rozdział pisany pod wpływem wspomnień i emocji. Biedny długopis xD Mam nadzieję, że się Wam podoba! :3
Następny (jak zwykle) nie wiem, kiedy się ukaże. Mam nadzieję, że niedługo.
Zaczęłam też uzupełniać zakładkę "Bohaterowie", koniecznie obserwujcie postępy!
_______________________________________________________________________________

Hejka!
Rozdział pisany pod wpływem wspomnień i emocji. Biedny długopis xD Mam nadzieję, że się Wam podoba! :3
Następny (jak zwykle) nie wiem, kiedy się ukaże. Mam nadzieję, że niedługo.
Zaczęłam też uzupełniać zakładkę "Bohaterowie", koniecznie obserwujcie postępy!
Red Queen



Hejka!
OdpowiedzUsuńStandardowo, błędy:
"Brak... mundurka" Mundurka. Wielokropek jest ☺
Pstryczek? No, niby też można, ale włącznik brzmi lepiej...
" Nagle jego ręce znalazły się wokół jej drobnego działa." Ciała.
"Reflektowałabyś" o jezuniu. Czy każda przeciętna nastolatka zapytałaby o to w ten sposób? Tak? No to muszę się poedukować, bo zgłupiałam na starość,( ah te 16 lat na karku XD)
" – Eech, nieważn" nieważne.
No i mlasnęła? Językiem? JAK KOŃ????
To tyle z błędów. Masz jeszcze kilka literówek, ale to sama wyczaisz ☺
KOCHAM TWOJE POCZUCIE HUMORU. TWOJE DIALOGI TO BALSAM NA MOJE ŻYCIE.
No i ciekawą masz tą narrację, nie powiem. Oryginalna, humorek jest - I like it!
Ogólnie to czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością! I zapraszam do mnie, pojawił się nowy rozdział ☺
Za błędy przepraszam, piszę z telefonku ☺
Ojezus, jak widzę te literówki to faktycznie zastanawiam się, co miałam w głowie, jak to pisałam XDD
UsuńI "reflektowałabyś" akurat jest tu celowo, później wyjaśnię, czemu raz mówi baardzo potocznie i wulgarnie, a innym razem bardzo grzecznie i wyniośle :D
Za wszelkie komplementy dziękuję, cieszę się, że komuś się podoba ta plątanina słów ^^'
I prawdopodobnie napiszę dzisiaj komentarz, a jak nie to w następnym tygodniu, bo nie lubię dawać zbyt krótkich komentarzy po przeczytaniu długiego rozdziału. To takie... nie fair, o x'D Opcjonalnie jeśli szkoła i cosplay (za tydzień mam próbę generalną i występ) mnie przypilą to napiszę ci dłuugi komentarz do następnego rozdziału @@"
" Nagle jego ręce znalazły się wokół jej drobnego działa."? To zdanie to masło na moje oczy, kocham je. <3
OdpowiedzUsuńTwoje poczucie humoru też ukochuję. Czytałam z bananem na twarzy i nie mogłam się oderwać. Chyba już przywykłam do twojego stylu, bo tak dobrze mi się tu wracało i czytało, z takim poczuciem "nareszcie!", jeśli wiesz, o co mi chodzi. Rozdział widzę, że krótszy, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało. Długie rozdziały i tak zwykle czytam na raty, może mam jakieś ADHD że nie umiem się skupić. xD
Kocham braci w twoim wykonaniu. Są okropni. Są wspaniali. Chyba się za nimi ogólnie po prostu stęskniłam, bo niewierna ja zwiałam ostatnio w inne fandomy. Gomenasai, już wracam na swoje miejsce!
Rozdział oczywiście cudny, czekam na więcej, życzę weny i duuużo czasu!
Nie wierzę, że zapomniałam o Twoim blogu, ale już wszystko nadrobiłam. Przez przypadek ponownie tu zawitałam.
OdpowiedzUsuńŚwietnie się czyta, a poczucie humoru zawarte w tekście, jest takie płynne.
Uwielbiam to, jak każde ff o Dl, które czytam na bologach, jest inne, wyjątkowe pod względem stylu.
Twoje ma w sobie taką swobodę i to poczucie humoru, co pozwala mi odetchnąć od mroczności w innych ff. A Cantarella jest taka nastolatkowa. Podoba mi się.
Co to gramatyki i poprawiania błędów, to nie ja. Mogę tylko informować Cię, czy podoba mi się fabuła, rozwój postaci i coś w tym stylu. Więc moje komentarze nie będą jakieś mega pożyteczne, tak sądzę.
Co do długości, to strasznie krótki ten rozdział, na szczęście czytając wszystkie pod rząd, aż tak tego nie odczułam. Uwielbiam długie rozdziały na co najmniej 20 tysięcy słów, kocham.
No cóż, życzę weny, czasu i chęci. Szkoda, że tak długo nie ma nowego rozdziału, mam nadzieję, że coś wpadnie w najbliższym czasie.